Ta trzecia...

#1 2012-06-09 18:39:42
Liliko

Zarejestrowany:

2012-06-09

Posty: 1

Nie radzę chyba sobie z sytuacją w jakiej się znalazłam. Jestem z żonatym mężczyzną od 1,5 roku. Jest ode mnie starszy o 20 lat. Wiek nie ma dla mnie znaczenia, kiedy jesteśmy razem świetnie nam się rozmawia, rozumiemy się. Jestem pewnie trochę za młoda i mieszkamy w zbyt małym miasteczku, żeby pokazywać się razem. Na razie nie mogę wyobrazić sobie nas publicznie czy wśród znajomych, bo wydaje mi się, że nie traktowali by nas poważnie. Jestem w stanie czekać te parę lat i wtedy nie kryć się już przed światem. Problem jednak w tym, że on chce ze mną być, ale tylko w takiej formie jak teraz, czyli kryjąc się przed wszystkimi na zawsze, a co gorsza i co boli mnie najbardziej bez rozwodu i z mieszkaniem dalej z żoną. Mówi, że jej nie zostawi, bo że tak się nauczył od swoich rodziców, że ojciec zdradzał matkę, ale byli ze sobą do końca...
Choć kiedyś już chciał się z żoną rozwieść dla inne dziewczyny z którą był 6 lat jednak ona się wycofała. Nie rozumiem, czemu mnie skreśla i nie chce bym była jego jedyną...
Jest on moim pierwszym mężczyzną, dla niego zerwałam kontakt z przyjaciółmi, jestem dla niego 24h na dobę kiedy tylko chce. Kiedy wchodziłam w ten związek nie byłam pewna swoich uczuć,byłam raczej zagubiona, samotna, ale zakochałam się na zabój. Myślę o nim kiedy się obudzę i kiedy idę spać. Każda chwila z nim spędzona jest najwspanialszą chwilą mojego życia. W ogóle żyję dla tych chwil. Pewnie mogło by się wydawać, że spotykamy się dość często, bo od 3 do 5 razy w tygodniu. Jednak dla mnie to za mało. Ja chcę budzić się przy nim, całować go na dobranoc, robić mu śniadanie, jeść wspólne obiady, być razem całkowicie. Nie wiem czemu nie chcę zostawić żony, zdradza ją od dawna, mówił, że zaczęło się gdy w seksie przestało im się układać po narodzinach 2 dziecka (dodam, że dzieci są już pełnoletnie), mówi także, że mnie kocha i, że nasz związek to nie romans dla seksu, ale związek tego typu jakim miał z tą dziewczyną dla której się chciał rozwieść. Skoro to związek tego typu, skoro czuje do mnie tyle co do niej czuł, czemu dla mnie nie jest w stanie zostawić żony, nie umiem tego zrozumieć. Nie życzę jej źle, uważam, że ich małżeństwo już nie istnieje w taki sposób jaki powinno, gdyż on jest ze mną, a zdradza ją i okłamuję od wielu lat. Liczę, że nam mogłoby się udać, jesteśmy dopasowani psychicznie i fizycznie, mamy podobne potrzeby, a jego żona nie jest jeszcze na tyle stara by nie mogła sobie ułożyć życia na nowo, z kimś kto był by dla niej szczery i dla kogo byłaby najważniejsza i jedyna. Ja  nie wyobrażam sobie życia bez niego, całe moje poprzednie życie zmieniłam dla niego, jestem dla niego całą sobą zawsze i jeśli kiedyś mielibyśmy przestać być razem, to nie sądzę, że potrafiłabym sobie poradzić. On kilka razy mnie okłamał, odkryłam to, były to kłamstwa dotyczące tego dlaczego nie możemy się spotkać, tłumaczył się, że właśnie od tylu lat okłamuje już żonę, że po prostu nauczył się kłamać i w niektórych sytuacjach jest to dla niego najłatwiejsze wyście, rozmawialiśmy o tym wiele razy i obiecywał mi, że postara się to dla mnie zmienić i nie okłamywać mnie, parę razy po tym znów mnie okłamał, ale widzę, że jest lepiej, że jest mu przykro, kiedy widzi, że mnie to rani. Straciłam jednak cześć mojego zaufania do niego i często niepotrzebnie podejrzewam go o kłamstwa. Największym problemem jest jednak to, że tkwię po uszy w związku, który nie ma przyszłości, a jeśli tak bardzo daleką. A mi z każdym miesiącem jest ciężej, kiedy przepada jakieś spotkanie jak byliśmy umówieni i cały dzień czekałam na niego, ja prawie wpadam w histerię, kiedy się do mnie dłużej nie odzywa, też jest źle. Jeśli wiem, gdzie jest, że jest sam lub ze znajomymi to spoko, ale jeśli jest z żoną, nie mogę tego znieść, nie mogę znieść myśli o nich, o nich samych, o nich razem. Boli mnie to strasznie, nigdy się tak nie czułam, tak źle i nic mnie tak nie bolało w życiu (a trochę działo się złych rzeczy w moim dzieciństwie). Żadna osoba nie znaczyła dla mnie aż tyle ile on znaczy, nikogo tak nie kochałam, za nikim tak nie tęskniłam, dla nikogo nie zrobiłabym tyle co dla niego.
Proszę Was o opinię, radę, pomoc, cokolwiek. Proszę o zrozumienie i nie potępianie mnie za to co robię, nie jest to sytuacja tak łatwa jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nigdy nie chciałam być tą trzecią, ale jestem i kocham cudzego męża... sad

Offline
#2 2012-06-10 20:14:07
Cytryneczka1

Zarejestrowany:

2012-06-10

Posty: 4

Re: Ta trzecia...

Proszenie o opinię dotyczącą swojego życia jest nie na miejscu. Nikt Ci nie może czegoś zakazać ani nakazać. To jest Twoje życie tylko pamiętaj, że możesz krzywdzić i kogoś, i jednocześnie siebie. Bycie trzecią tylko Cię krzywdzi, szczególnie w sytuacji, kiedy on Cię zapewnia, że nie zostawi żony. Jak sama piszesz:"jest on moim pierwszym mężczyzną, dla niego zerwałam kontakt z przyjaciółmi, jestem dla niego 24h na dobę kiedy tylko chce. " W tej chwili nie masz ani przyjaciół, ani mężczyzny który by Cię bezgranicznie kochał. Nie licz na to, że ktoś kto okłamuje swoją żonę i Ciebie zmieni się... To jakieś złudzenie! Mówi Ci, że kocha i, że Wasz związek to nie romans dla seksu, ale związek tego typu jakim miał z tą dziewczyną dla której się chciał rozwieść. Ale jakoś tego nie potrafi tego udowodnić. Bycie  z kimś kogo się nie kocha może nie jest proste do zakończenia, ale na pewno istnieje taka możliwość. Pozbaw się złudzeń i przejrzyj na oczy z szerszej perspektywy.

Offline
#3 2012-10-10 20:11:44
gusia2402

Zarejestrowany:

2012-10-10

Posty: 1

Myślę, że warto byłoby zastanowić się nad tym czym jest ta prawdziwa miłość. Dla kogoś, kogo naprawdę kochasz jesteś w stanie zrobić wszystko-wyprostować to co zawiłe aby do kochanej osoby było ci jak najbliżej. Musisz zdawać sobie sprawę również z tego, że wielu ludzi, mówiąc że kocha, tak naprawdę pragnie miłości, bliskości, to pragnienie staje się tak silne, że lokujemy nasze uczucia za szybko i co najgorsza - niewłaściwie. Musisz też zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście chciałabyś, aby Twoje życie tak wyglądało, czy chciałabyś założyć rodzinę z kimś komu tak trudno zaufać, kto -trzeba to powiedzieć- żyje zapętlony w swoje kłamstwa.
Przykro mi, ale z tego co piszesz to dla niego Wasz związek niestety JEST tylko romansem.

Offline
#4 2014-03-06 11:04:52
Gary

Zarejestrowany:

2014-03-06

Posty: 3

trochę chory układ, możesz dużo sobie zaszkodzić tkwiąc w takim związku, rosnące frustracje i niezadowolenie prędzej czy później mogą zniszczyć, to co jest między wami, oboje chcecie czegoś innego, dlatego będą rodziły się nieporozumienia między wami

Offline
#5 2014-03-10 08:23:06
Medi

Zarejestrowany:

2014-03-10

Posty: 3

Skoro szczere rozmowy już były, to najwyższy czas zastanowić się nad sensem istnienia tego związku.

Offline
#6 2014-08-21 06:48:39
joannat

Zarejestrowany:

2013-02-02

Posty: 12

Ja nie pakowałabym sie w związek gdzie facet rezygnuje z jednej kobiety ( w tym przypadku JUŻ zony) po to by być z drugą . Nie masz pewności czy kiedyś podobnie nie postąpi z Tobą, jeśli już raz to zrobił.

Offline
#7 2015-08-20 13:19:15
W.Wojciechowski

Zarejestrowany:

2015-08-20

Posty: 4

skoro szczere rozmowy nie pomogły, to chyba nic już nie pomoże

Offline
#8 2015-09-18 08:53:17
Tomia

Zarejestrowany:

2015-09-15

Posty: 4

Pięknie się wpakowałaś w relację jednostronną. Współczuję, zwłaszcza, ze brniesz w to nadal i nie masz świadomości, że robisz sobie krzywdę. Ta relacja ma korzyści tylko dla pana, z którym jesteś. I to się nigdy nie zmieni. On nie potrzebuje Cię do niczego innego, jak te spotkania kilka razy w tygodniu, bo wszystko inne już ma, w swoim domu. Jego nie interesują Twoje potrzeby, czego Ty oczekujesz od związku. Wszystko działa wyłącznie na jego zasadach. Czym prędzej znikaj z jego życia i ratuj siebie.

Offline

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij