Jak sobie poradzić?

#1 2010-02-21 12:06:35
kasiek0105

Zarejestrowany:

2010-02-21

Posty: 7

Proszę o pomoc! Jestem mężatką od 6 lat, mam dwie córki  (5lat i 2 latka). Nie czuję się szczęśliwa. Nie mam cierpliwości do dziewczynek. Irytuje mnie gdy mówię a one nie słuchają, krzyczę a one dalej nie słuchają, dopiero jak rozedrę mordę to zaczynają płakać i robią to czego oczekuję. Mój mąż nie cierpi gdy krzyczę, ale też nie pomoże w niczym. Mam wrażenie że celowo robi mi na złość. Wytłumaczę może na przykładzie. Mówię do młodszej córc,i że nie może bawić się wykałaczkami bo "ałka" sobie zrobi - mała płacze bo koniecznie chce się nimi bawić, więc tatuś wyciąga wykałaczki i daje dziecku, a mnie szlak trafia i zaczynam krzyczeć na nich. Wyrywam dziecku z ręki (sama nie chce oddać) i zaczyna się jazda. Niestety ani jedno, ani drugie nie widzi zagrożenia mimo przedstawienia mojego punktu widzenia. Obrażony mąż ucieka z domu - zawsze ma ciekawsze rzeczy do zrobienia niż słuchanie awantur w domu. Ma dość gdy dziewczyny wymuszają wszystko płaczem. Ale sam jest sobie winny bo nie jest konsekwentny w tym co mówi i robi. Najpierw mówi że nie wolno czegoś robić, czy brać a za chwilę  na to pozwala. Rozmawiałam z nim o tym ale ma odmienne zdanie. Mąż często zagląda do kieliszka, po czym wraca w nocy do domu i awantura się zaczyna. Nie wiem jak się zachować gdy przychodzi w takim stanie. Prowokuje mnie bym się odezwała i od slowa do słowa... Próbowałam milczeć ale to też mu nie odpowiada. Więc albo kłótnia, albo wychodzi z domu i wsiada do samochodu i jedzie na budowę lub do swojej mamy. Jak się nie odzywam to robi mi wyrzuty i próbuje mnie zmieszać z błotem. Klnie, sapie, jaja sobie smaży, trzaska drzwiami,rozpala w piecu, buja się na skrzypiącym krześle, pluje na podlogę...I tak ze dwa razy w miesiącu albo i częściej mam. Irytuje mnie to okropnie, normalnie nóż się otwiera w kieszeni. Gdy wiem wcześniej że już pije to od godziny 22 czuję serce na plecach, ręce mi się trzęsą - dzieci na szczęście wtedy już śpią, a ja przeżywam koszmar bo nie umiem sobie z tym poradzić. Co mnie czeka następnym razem? I jak mieć cierpliwość następnego dnia, po nie przespanej nocy, i jak mieć cierpliwość kolejne dni, gdy po kłótni mąż robi mi na złość, ignoruje mnie i wychodzi bez odpowiedzi, rozmawia tylko z córkami-a ma na ich punkcie fioła. Taki stan trwał najdłużej trzy i pół tygodnia. Jak jest trzeźwy to nie chce w ogóle rozmawiać. Muszę odczekać aż mu seksu zabraknie i sam do mnie przyjdzie. Nie umiem postępować z dziewczynkami a już w ogóle z mężem! Sama już uwierzyłam że coś ze mną nie tak. On ciągle mi powtarza że psychiatra mi potrzebny, że nikt mnie nie lubi, że córki mnie nie nawidzą. Nie spotkałam się z dezaprobatą ze stony innych osób, wręcz przeciwnie często przychodzą do mnie po porady i wydaje mi się że mnie bardzo lubią. Jestem na ogół pogodną osobą, towarzyską (bez alkoholu też można się bawić), w domu jakoś uchodzi ze mnie życie. Ciągle tylko dom, dzieci, pijany lub oschły mąż i problemy... Błagam doradźcie coś. Wiele bym mogła jeszcze opisać...książkę może napiszę...

Offline
#2 2010-02-21 20:34:49
wal

Zarejestrowany:

2010-02-01

Posty: 65

Re: Jak sobie poradzić?

Po pierwsze - masz prawo być zła, wściekła, rozdrażniona i mieć wszystkiego dosyć wink
Po drugie - najbardziej niepokojąca jest przemoc obecna w Twojej rodzinie - nie lekceważ objawów - wykazujesz cechy osoby współuzależnionej - koniecznie (!) poszukaj profesjonalnej pomocy - najlepiej jakiegoś centrum leczenia uzależnień, możesz spróbować przez wsparcie kryzysowe - skierują Cię do właściwego miejsca. Nie wiem, gdzie mieszkasz, ale na pewno w necie również odnajdziesz adres najbliższy Twojemu miejsca zamieszkania. Nauczą Cię, na czym problem polega, jak sobie z nim radzić, jak "przejąć kontrolę" nad sytuacją.
Trzymam kciuki za Ciebie i Twoją rodzinę smile
Pozdrawiam.

Offline
#3 2010-02-22 10:03:51
kasiek0105

Zarejestrowany:

2010-02-21

Posty: 7

Szczerze mówiąc spodziewałam się konkretnych rad, a nie odsyłania do centrum.  Mieszkam w małej miejscowości, której z resztą nie cierpię. Mam tu trzy zaprzyjaźnione osoby, z którymi mogę porozmawiać o wszystkim. Jedna z nich ma męża alkoholika i daleko mojemu mężowi jeszcze do tamtego. Kiedy można mówić że osoba jest uzależniona? Ta koleżanka była u psychiatry i usłyszała że albo będzie nieszczęśliwa z nim, albo szczęśliwa bez niego. Ja mam małe dzieci, które uwielbiają tatę. Daje im przecież wszystko co chcą, aby tylko nie płakały, a potrafią nim manipulować. Nie chcę zabierać stałych kontaktów z tatą. Bo jeśli bym miała odejść to do swoich korzeni czyli 300 km stąd. Przemocy fizycznej w rodzinie nie ma. Co bądź słowa pewnie bardziej bolą.

Offline
#4 2010-02-22 12:34:39
kasiek0105

Zarejestrowany:

2010-02-21

Posty: 7

Jest tu ktoś? Mam chwilę wolną bym mogła coś napisać. Jedno dziecko w przedszkolu, a drugie śpi. A mąż nadąsany gdzieś pojechał. Szukałam w pobliżu jakieś centrum, ale najbliższe ok.100km. Ewentualnie poradnia ped-psych, ale nie cieszy się dobrą opinią. Jak miałoby wyglądać spotkanie. Ile czasu będę siedzieć w gabinecie? Jak wyjdę? zapłakana? Za bardzo emocjonalnie podchodzę do mojego problemu więc się zryczę, no i już to robię..

Offline
#5 2010-02-22 12:45:08
kasiek0105

Zarejestrowany:

2010-02-21

Posty: 7

Chciałabym mieszkać znowu w dużym mieście. Łatwiejszy dostęp do wszystkiego. Nie cierpię małych miejscowości. Ludzie biorą wszystko na języki. Jak się dowiedzą że chcę iść do psychologa lub psychiatry to wariata ze mnie zrobią i mój mąż znowu będzie mi robił wyrzuty. A tak naprawdę to co to da jeśli tylko ja będę chodzić do gabinetu. Jemu pomoc by się przydała. Ale on nigdy nawet nie pomyśli o tym by iść do specjalisty

Offline
#6 2010-02-23 11:21:23
szpryciarz

Zarejestrowany:

2009-07-30

Posty: 22

Wydaje mi się,że Wal udzielił ci najlepszej z możliwych porad.Wydajesz się współuzależnioną osobą.Nie wiem czym się kierujesz tkwiąc w sytuacji,w jakiej się znalazłaś.Nie robiąc nic,sama się pogrążysz,dzieciaki,hm..jak mąż nadal będzie je tak "wychowywał",będą Cię szanowały wtedy,kiedy będzie im to na rękę.Cały czas można siedzieć i użalać się nad swoim losem.Piszę tak,nie dlatego,że Cię oceniam,bo sama zmarnowałam zbyt dużo czasu na użalanie się nad sobą.Chcesz do dużego miasta?-zrób to,zabierz dzieci zacznij wszystko od nowa.Mąż jeśli nie widzi świata poza córkami,sam podejmie leczenie i próby ratowania waszej rodziny,nie musisz być za wszystko odpowiedzialna.Martwisz się,że wyjdziesz "zaryczana" z gabinetu psychologa?Wierz mi,że nie będziesz odosobnionym przypadkiem.Czy naprawdę opinia innych ludzi jest dla Ciebie ważniejsza niż własne szczęście?A w Twoim przypadku także przyszłość dzieci?Jeśli tak,to nadal sztucznie się uśmiechaj,udawaj,że wszystko jest ok,tylko jak długo wytrzymasz taką grę?chciałabyś,aby Twoje córki żyły tak samo?Nie wiem kiedy zaczyna się współuzależnienie,ale wg.mnie wtedy,kiedy przestajesz  myśleć racjonalnie,co jest dobre dla Ciebie i dzieci a zaczynasz kierować się tylko postępowaniem męża.300 km,to nie jest duża odległość.Tata,jak będzie chciał,zadba o kontakt z dziećmi.Czy naprawdę uważasz,że taki z niego super-tata,bo pozwala dzieciom na wszystko,byleby nie płakały?.I wierz mi,rany na duszy goją się znacznie dłużej niż te zadane fizycznie.Nieszczęśliwa matka,nie jest w stanie dać dzieciom szczęśliwego dzieciństwa.Z jednej strony obwiniasz męża,z drugiej strony go bronisz.Jeszcze raz przeanalizuj i podejmij działanie,bo Twój związek naprawdę wygląda bardzo toksycznie.Powodzenia i pamiętaj,za małżeństwo i wychowanie dzieci,odpowiadają dwie strony,nie daj sobie wmówić poczucia winy,bo ciężko się z tego wygrzebać.Pozdrawiam.

ps.nie miałam na myśli "zostawiania" męża,raczej chodziło mi skłonienie go do podjęcia starań o szczęście waszej rodziny,a jak go do tego próbować nakłonić,to możesz wiedzieć tylko Ty,bo go znasz.Ja mogę tylko snuć sobie hipotezy na podstawie tego,co tu czytam...

Offline
#7 2010-02-23 15:11:39
kasiek0105

Zarejestrowany:

2010-02-21

Posty: 7

Czy naprawa własnej sytuacji polegać ma na zostawieniu męża? Nie liczy się "tak" wypowiedziane przed Bogiem? Mi bardziej zależy na tym by jednak ratować małżeństwo. Myślę że wyrządzę dzieciom krzywdę wyprowadzając się stąd z nimi. Poza tym dokąd mam iść? Do mamy? Wynajem w dużym mieście wiadomo ile kosztuje. W tej chwili nie pracuję, nie mam odłożonych pieniędzy (konto mamy wspólne). Jeśli odejdę to zostaną mi tylko alimenty, ale to długa droga... Nie chciałabym krzyczeć na dzieci - na tym najbardziej mi zależy. Jak sprawić by mnie słuchały, by nie wymuszały płaczem. Jak zachowywać się w stosunku do męża... Nie, nie, nie - bez sensu chyba piszę. Potrzebna mi normalna rozmowa, dialog z kimś mądrzejszym ode mnie. Dziękuję za odpowiedzi!!! Dały mi zapewne do myślenia. Potrzebuję jednak czegoś więcej...

Offline
#8 2010-02-24 21:21:18
wal

Zarejestrowany:

2010-02-01

Posty: 65

absolutnie nie na "zostawieniu męża" - bo to paradoksalnie nie odmieni Twojego życia - chodzi o to, żebyś Ty sama "odzyskała siebie". I możesz to zrobić pozostając w małżeństwie. Większość współuzależnionych, z którymi życie mnie zetknęło, nie opuściło małżonków.

Nie łudź się, że jakoś się jeszcze ułoży, że jak będziesz zagryzać zęby, bo jeszcze wytrzymasz, to Twoje poświęcenie cokolwiek zmieni. Zaręczam Cię - nic się nie zmieni.
Nie odmienisz swojego męża - bo zmienić może się tylko i wyłącznie on sam,
ale możesz odmienić siebie i przez to wasze wspólne  życie.
Musisz wyznaczyć granice zachowań, które akceptujesz; wyraźnie powiedzieć, czego tolerować nie będziesz, postawić "twarde" warunki i bezwzględnie ich przestrzegać - jeśli tego nie zrobisz, sytuacja w Twojej rodzinie będzie się pogarszać. Dzięki terapii - będziesz wiedziała, jak to osiągnąć, dostaniesz "wsparcie", podjęte działania będą miały sens i szansę powodzenia.

I jeszcze jedno, w starciu mąż - dzieci, jesteś zobowiązana stanąć przede wszystkim po stronie dzieci i ich dobra (także przyszłości), nawet kosztem męża. A mąż, cóż..., on tylko na tym zyska.
I to właśnie to "tak" wypowiedziane przed Bogiem do tego Cię zobowiązuje -
tak samo, jak i do odpowiedzialnej miłości, do działania, a nie cierpiętniczej bierności.

Życzę mądrości i siły smile

Offline
#9 2010-02-25 17:41:21
kasiek0105

Zarejestrowany:

2010-02-21

Posty: 7

I jeszcze jedno, w starciu mąż - dzieci, jesteś zobowiązana stanąć przede wszystkim po stronie dzieci i ich dobra (także przyszłości), nawet kosztem męża. A mąż, cóż..., on tylko na tym zyska.


Dziękuję Wal za odpowiedź. Nie rozumiem tylko tego co zacytowałam wyżej. Proszę, jeśli możesz, to wyjaśnij. Intensywnie poszukuję specjalisty. To ma być psycholog czy psychiatra? Mam dwa adresy, ale wygląda na to że pół dnia spędzę w poczekalni. Nie mam co z dzieckiem w tym czasie zrobić, a przecież ze sobą nie wezmę. Ale mam problem, co? smile

Offline
#10 2010-04-06 21:50:16
wal

Zarejestrowany:

2010-02-01

Posty: 65

przepraszam, że dopiero teraz odpisuję - ale ten wątek "zagubił" mi się w tłumie wink

chodziło mi o takie sytuacje, gdy pozornie będziesz musiała działać wbrew mężowi - wiem, że to jest trudne - i zacytowany przez Ciebie fragment miał Cię "umocnić", żebyś nie rezygnowała, i czasami wbrew "sercu", zawsze kierowała się "rozumem" smile

może podam przykład, łatwiej będzie Ci zrozumieć, o co mi chodzi - przykład oparty na zdarzeniu autentycznym smile - wprowadzasz zakaz przychodzenia do domu "po pijaku", musisz go bezwzględnie egzekwować, którejś nocy wraca on i "nie pamięta" o umowie, dobija się, wrzeszczy, awanturuje się - nie trudno wyobrazić sobie reakcję córek - płacz, szloch "Mamusiu wpuść Tatusia"
Tobie serce się "rozdziera" - ale nie ważne, że one będą płakać, a on nie wiadomo, gdzie spędzi resztę nocy - Ty nie możesz ulec, bo przegrasz... I Ty, i Twoje dzieci, i ... Twój mąż. Bo następnym razem też wróci pijany do domu. I nie będzie miał powodu, by zmienić swoje zachowanie.
Od razu zaznaczę, że u Ciebie może nie być potrzeby wprowadzania takich zakazów (nie przerażaj się wink) - przykład może jest drastyczny - ale myślę, że dobrze obrazuje to, o co mi chodziło. Dla dobra Waszych dzieci, przez Twoje "twarde" postępowanie mąż będzie musiał ponieść pewne "koszty" (i na pewno będą znaczne), w perspektywie jednak zyska.

A jak tam Twoje postępy?
Jak samopoczucie?

Offline

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij