jak mam zacząć normalnie żyć?...

#1 2009-06-04 13:56:31
krasnal77

Zarejestrowany:

2009-06-04

Posty: 8

witam. Mam na imię Paweł i mam 19 lat. Moim największym problemem życiowym jest nerwica która mi je bardzo niszczy i ogranicza:( Wszystko zaczęło się w styczniu kiedy pewnego wieczoru jak co dzień zrobiłem sobie herbate i usiadłem wygodnie na łóżku przed telewizorem...nagle poczułem dziwny ból w klatce piersiowej i duszność. Nie wiedziałem co sie dzieje ale nie przejmowałem sie tym. Gdy miałem zamiar położyć sie do łóżka myślałem że umre...serce zaczęło mi walić jak szalone i zacząłem sie dusić....rodzice wezwali pogotowie i po wizycie w szpitalu wszystkie bóle przeszły a lekarze nic nie stwierdzili. Następnego dnia wróciłem do normalnych zajęć i obowiązków. Po 2 tygodniach atak sie powtórzył. tym razem wyszedłem z kościoła w połowie mszy z takimi samymi dolegliwościami i pogotowie odwiozło mnie do szpitala. Jednak i wtedy nic u mnie nie stwierdzono i wypisano do domu. Nie przejmowałem sie tym wszystkim i nadal żyłem normalnie. W następną niedziele znowu wyszedłem z kościoła przez kołatanie serca lecz było już dużo gorzej bo zacząłem sie trząść i byłem zimny jak trup, do tego miałem straszne zawroty głowy i nogi jak z waty...kolejny raz trafiłem do szpitala i jak zwykle usłyszałem "nic panu nie jest", lecz dostałem skierowanie do szpitala na różne badania...Po tygodniowym pobycie na oddziale miałem zrobione wszystkie możliwe badania...ekg, TK i rezonans głowy, usg nadnerczy, mocz, krew itd oraz byłem badany m.in przez neurologa, okuliste i kardiologa. Wszystkie wyniki miałem dobre i nic mi nie znaleziono więc wróciłem do domu i zacząłem sie martwić o swoje zdrowie ponieważ z dnia na dzień było ze mną co raz gorzej. Swoje złe samopoczucie tłumaczyłem sobie rzuceniem palenia w listopadzie i wmawiałem sobie że wszystko szybko minie i zajmę sie normalnym życiem. Niestety kilka dni po powrocie do domu znowu trafiłem do szpitala tym razem prosto ze szkoły ponieważ zasłabłem na lekcji. Okazało sie że spada mi potas i przechodze tachykardie w sercu co jest spowodowane stresem. Byłem już zmeczony tym wszystkim i miałem dość tego jak sie czuje ale myślałem sobie, "fajnie nareszcie coś mi znaleźli, dostane leki i będe zdrowy". Niech żyje naiwność...mimo zażywania leków na serce co 2-3 dni trafiałem do szpitala przez spadek potasu. Przez te częste zasłabnięcia i problemy ze zdrowiem nie mogłem spać, jeść i normalnie funkcjonować...pewnego ranka poszedłem do toalety i za nic nie mogłem oddać moczu. Przestraszyłem sie ale myślałem sobie że za chwile mi się uda. Niestety dwa dni mi sie to nie udało a nikomu o tym nie mówiłem bo wszyscy w domu byli już zmęczeni moimi "odlotami". Ostatecznie po 4 dniach nie jedzenia z zatrzymaniem moczu i odwodnieniem trafiłem do szpitala bo praktycznie płakałem z bólu. Trafiłem znowu na oddział a tam to już przeżyłem horror...miewałem takie ataki serca że myślałem że umre. Lekarze traktowali mnie jak "Świra" i olewali wszystkie moje dolegliwości. Cały czas miałem wrażenie że zaraz umre, że zaraz dostane ataku serca i nikt mi nie pomoże bo wszyscy uważali mnie za nienormalnego. Zamknąłem sie w sobie i niekiedy nie było ze mną wogóle kontaktu. Lekarz zlecił wizyte u psychiatry który stwierdził u mnie depresje z lękiem uogólnionym oraz dystonie neurowegetatywną (nerwice). Dostałem też leki na to które miały być "bezpieczne" ale miałem nie czytać ulotki do tego leku. myśle sobie "masz pewne że nie przeczytam"...okazało sie że były to leki uzależniające i psychotropowe po których występują mysli samobójcze i takie tam różne odchyły. Następna myśl "mam was gdzieś" no i rzuciłem lek do szafki i leży tam do dziś. Myślałem że sobie poradze ze wszystkim i przyzwyczaje sie do złego samopoczucia. No więc zabrałem sie za życie. Męcze sie do dziś i czuje sie tragicznie ale do szpitala nie wracam. W Maju pisałem matury i było to dla mnie coś czego najbardziej sie bałem i myślałem że umre na sali no ale jakoś przez to przeszedłem z myślą że jak minie największe żródło mojego stresu to że wszystko wróci do normy. Ale niestety jest jeszcze gorzej:( serce mi szwankuje a potas nadal spada, mam zawroty głowy, często robi mi sie słabo, nawet przy wyjściu do sklepu sie denerwuje, boje sie zosteć sam w domu, mam zaburzenia osobowości (nie wiem kim jestem, czuje sie obco w swoim ciele), mam myśli że zaraz coś sie stanie, że nie poradze sobie z czymś, najgorsze jest to straszne uczucie że zaraz umre...jak mam jakiś plan i jakąś chęć na zrobienie czegoś to zaraz wyobrażam sobie że zaraz umre i wpadam w panike. Jestem prawie sam z tym wszystkim bo nie mówie o tym rodzicom bo oni już za dużo stracili czasu, pieniędzy i zdrowia na moje przygody z nerwami...nie stosuje żadnych leków tylko sam próbuje sobie z tym radzić. Przeczytałem kilka książek np. Potęga podświadomości i troche mi one pomogły zrozumieć to wszystko co sie we mnie dzieje ale nie potrafie wrócić do normalnego zdrowia. Wiem że psychoterapia jest skuteczna w moim przypadku ale niestety droga...Mam zamiar iść do pracy żeby zarobić na nią ale boje sie że sie nie nadaje w tym stanie do pracy. Chcę iść na studia ale na samą myśl o mieszkaniu w innym mieście serce mi szybciej bije i trzęse sie z nerwów...nie wiem czy dożyje nawet do października bo mnie te nerwy wykończą, no ale staram sie robić wszystko żeby żyć normalnie ale nie mam już siłsad tak bym chciał sie rano obudzić z myślą że to wszystko to był tylko sen i zacząć żyć normalnie i cieszyć sie z życia...żyje jedynie nadzieją w to, że nadejdzie taki dzień ale bardzo prosze o jakąś rade dla mnie...dużo już próbowałem ale nic mi nie pomaga, najwyżej na chwile. Chce jedynie (albo raczej aż) pozbyć sie tych zaburzeń osobowości i myśli że za chwile umrę bo to mnie wykańcza...błagam o jakąś rade i proszę o pomoc... z góry dziękuje i pozdrawiam

Offline
#2 2009-06-04 16:43:52
magas07

Zarejestrowany:

2009-04-05

Posty: 57

Re: jak mam zacząć normalnie żyć?...

Witam

Jest Pan młodym człowiekiem, proszę mi wierzyć będzie dobrze. Proszę rozważyć skorzystania z wizyty u psychologa. Rozmowa zdziałać może wiele dobrego.

powodzenia

Offline
#3 2009-06-04 17:26:44
krasnal77

Zarejestrowany:

2009-06-04

Posty: 8

właśnie co raz bardziej sie nad tym zastanawiam i chyba tak zrobię bo muszę szybko stanąć na nogi i wziąć się za życie.
Dziękuje serdecznie za rade i pozdrawiam.

Offline
#4 2009-06-04 18:14:13
agnessa

Zarejestrowany:

2009-06-03

Posty: 3

Tez mam straszne problemy z nerwami, ze stresem. Z kościoła zawsze muszę wychodzić, a jak trzeba iść na ofiarę za kogoś to cała się trzęsę po prostu nie lubię gdy ludzie skupiają na mnie wzrok...to takie stresujące. Nie tylko w kościele ale nawet na jakiejś uroczystości typu urodziny nawet wstydzę się jeść przy kimś. Mam 18 lat a wszystko jest dla mnie takie obce.
Jeżeli chodzi o Twoje problemy to nie lekceważ ich. Z tego co przeczytałam, zastanawiam się też nad sobą. Wierzę, że będzie dobrze trzeba mieć pozytywne nastawienie. Jesteś młody i jeszcze całe życie przed Tobą nie czas myśleć o tym, że możesz umrzećsmile  Pozdrawiam i życzę powodzenia wink

Offline
#5 2009-06-04 18:39:49
krasnal77

Zarejestrowany:

2009-06-04

Posty: 8

no to pewnie rozumiesz mnie skoro też chorujesz na nerwy. Musze coś z tym wszystkim robić bo czuje jak mi życie ucieka a nie chce żeby mi tak poprostu przeleciało. Zawsze byłem optymistą i teraz muszę wrócić do moich starych cech które gdzieś tam głęboko we mnie jeszcze sąsmile dziękuje za zainteresowanie moim problemem i za pocieszenie:) Tobie też wszystko się ułoży bo w końcu jesteśmy młodzi i całe życie przed nami:) pozdrawiam:)

Offline
#6 2009-06-05 11:17:45
magas07

Zarejestrowany:

2009-04-05

Posty: 57

Witam
Musicie koniecznie wierzyć,że każdy następny dzień będzie lepszy. Wiele wezwań przed każdym z Was, czy w podnoszeniu wiedzy i umięjętności, a potem kariera zawodowa i całe dorosłe życie. Uwierzcie mi świat jest piękny, a Was czeka doskonalenie tego co już dobre.
Pamiętajcie to każdy z Was jest dobry i ma być jeszcze lepszy, to Wy jesteście najważniejsi. Trzeba koniecznie pozbyć wstydliwości zbiorowej, ale małymi kroczkami i codziennie do przodu.
pozdrawiam

Offline
#7 2009-06-05 11:57:57
krasnal77

Zarejestrowany:

2009-06-04

Posty: 8

wiara to jedyna rzecz która mi została i żyje nią od paru miesięcy...robię wszystko tak jak dawniej nie oszczędzam sie i nie traktuje jako chorego ale często brakuje już sił i ma sie dość wszystkiego:( mam plany i cele i dąże do nich wytrwale. Najgorsze są niepowodzenia bo one najbardziej dobijają i dlatego często upadam ale też szybko sie podnosze i próbuje dalej żyć z nadzieją na lepsze jutro...nigdy sie nie poddaje i mam zasade że "co mnie nie zabije, to mnie wzmocni". Myśle że taka młoda osoba jak ja ma wystarczająco sił żeby pokonać tą okropną nerwice dlatego dzięki waszym radom czuje że wygram z nią i nie pozwole żeby nerwy mną kierowały i niszczyły mi życie...Dziękuje za wsparcie i słowa
zachęcające do walki:)
pozdrawiam

Offline
#8 2009-06-05 14:54:48
greentea

Zarejestrowany:

2008-04-25

Posty: 201

Może jednak warto byłoby wybrac się jeszcze raz do psychiatry  i zapytać o inne leki, bo wydaje mi się, że sam sobie nie pomożesz. Lęki, nerwica, zaburzenia świadomości to zbyt dużo jak na jednego młodego człowieka. Problem jest w Tobie, ale myślę, że nie masz wpływu na to. Problemy takie jak opisujesz leczy się lekami i psychoterapią.

Offline
#9 2009-06-06 06:12:00
krasnal77

Zarejestrowany:

2009-06-04

Posty: 8

jeżeli chodzi o leki to odpada bo nie wepcham sie w psychotropy...Nie dam sie całkiem zniszczyć i żyć dzięki lekom. Mam dużo siły i nie poddaje sie odrazu dlatego bede walczył dalej z tym wszystkim. Psychoterapia to dobra rzecz i jedynie na nią sie moge zgodzić i pewnie sie zapisze ale tak to zostaje mi tylko walka wewnętrzna i wsparcie najbliższych. Może jestem dziwny że nie chce iść do specjalisty zażyć tabsa i zdrowieć ale nie chce wykończyć sie całkiem bo jestem mimo wszystko inteligentny i silny facet...mam plany i marzenia i wierze że wszystkie mi sie spełnią...
pozdrawiam

Offline
#10 2009-06-06 20:57:31
greentea

Zarejestrowany:

2008-04-25

Posty: 201

A wiadomo skąd się wzięła ta nerwica?

Offline
#11 2009-06-07 10:54:11
krasnal77

Zarejestrowany:

2009-06-04

Posty: 8

w zasadzie to od małego byłem bardzo nerwowy i w nerwowych sytuacjach odrazu we mnie sie gotowało albo sie trząsłem...W szkole zawsze bałem sie występować przed klasa itd. Potem zacząłem palić i pić bo to mnie jakoś rozluźniało i było dużo lepiej jeżeli chodzi o nerwy. W zasadzie 2 ostatnie lata miałem bardzo nerwowe bo  zdawałem na prawo jazdy (co mnie wykańczało), potem miałem problemy sercowe itp no aż w końcu matury...w zasadzie to wszystko zaczęło sie odkąd przestałem palić bo moje życie stało sie nudne, męczące i baz barw...Ale mimo to ciesze sie że z tym skończyłem tylko tak bym chciał żyć normalnie...sad czuć sie tak jak dawniej i cieszyć sie z życia...bo narazie wszystko mi sie wali i jeszcze pokłuciłem sie z dziewczyną jakbym miał mało problemów...sad kiedy to piekło sie wreszcie skończy:(...

Offline
#12 2009-06-07 16:08:36
greentea

Zarejestrowany:

2008-04-25

Posty: 201

Tak się zastanawiam czy bez leków sobie poradzisz, wydaje mi się że to będzie trudne, ale oczywiście decyzja należy do Ciebie. Obyś tylko znalazł odpowiednie wyjście z tej sytuacji.

Offline
#13 2009-06-07 19:03:57
krasnal77

Zarejestrowany:

2009-06-04

Posty: 8

jak nie poradze sobie to trudno...życie...jak umre od tego to z satysfakcją że walczyłem do końca...Ja wierze że z tego wyjde o własnych siłach...jest ciężko i wiem że będzie jeszcze ciężej no ale sie nie poddam...

Offline
#14 2009-06-08 14:46:45
magas07

Zarejestrowany:

2009-04-05

Posty: 57

Witam
Jednak, jeśli wolno Panu radzić, to proponuję odwiedzić lekarza specjalistę, ponadto przydała się dobra rozmowa z psychologiem. Jak powiadają specjaliści połowa sukcesu tkwi w naszym pozytywnym myśleniu, ale druga połowa to pozytywne nastawienie do specjalistów medycznych i innych z pokrewnych medycynie dziedzin.

pozdrawiam

Offline
#15 2009-06-08 14:57:01
krasnal77

Zarejestrowany:

2009-06-04

Posty: 8

właśnie z tym pozytywnym myśleniem czasami u mnie ciężko bo to wszystko mnie przytłacza i przez to często sie dołuje i mam różne myśli...Dziękuje za radę... prawdopodobnie z niej skorzystam bo może mi to pomoże...w każdym bądź razie nic nie strace więc spróbuje znaleźć dobrego specjaliste bo to jest moja ostatnia deska ratunku...
Pozdrawiam

Offline
#16 2009-09-09 15:27:57
sun 25

Zarejestrowany:

2009-09-03

Posty: 65

Krasnal - ja mysle, ze to jednak w Tobie wszystko tkwi, pisales, ze jak masz jakies plany, albo zadanie do zrobienia, to zaraz zaczynasz myslec o tym czy nie umrzesz za chwile, ze strachu czy z czegokolwiek innego...mysle, ze przynajmniej pownienes sprobowac spotkan z psychologiem, bo oni sa od tego w koncu by pomagac, a rozmowa pomaga, wiem cos o tym smile jak pisales, jestes mlody, masz cale zycie przed soba wiec warto na nie patrzec z optymizmem (choc wiadomo, ze nie zawsze sie udaje, ale warto probwac), mysle, ze przy pomocy specjlisty lekarza, poparciu bliskich i twojej wewnetrznej sile dasz rade smile powodzenia smile ps. czy wiesz, ze osoby, ktore cierpia na depresje dostaja leki, ktore pomagaja i po 2-3 tyg dopiero? to jest najgorszy okres, bo wtedy jest najwiecej samobojstw....wszystkie leki maja skutki uboczne, ale pod kontrola lekarza nie powinny szkodzic

Offline
#17 2010-04-04 10:04:40
humbert_humbert

Zarejestrowany:

2010-04-04

Posty: 1

Ja też uważam, że powinieneś się z kimś spotkać, nieważne czy to będzie psycholog czy psychiatra. Prawdopodobnie musisz popracować nad sobą, być może uda się bez leków. Pozdrawiam i życzę powrotu do zdrowia.

Offline

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij